Wydawca:
strona Misji Polskiej
Polska Misja
Katolicka
we Francji


VOIX CATHOLIQUE

A propos
Przegląd wydarzeń
Homilia
Katecheza
Tematy tygodnia
Felietony
Polska - Francja - Świat
Z Polski
Polacy na Zachodzie
Kultura i Historia
Kronika polonijna
Życie Kościoła
Głos sportowy
Porady prawne
Krótka historia GK
Prenumerata
Redakcja
FELIETONY

Marek Brzeziński
Burka: atomowe zagrożenia dla francuskiej kultury?

To, że kawałek materiału może wywołać debatę w skali ogólnonarodowej, rozpalić namiętności i wzbudzić gejzery polemik, to już ludzkość w swoich dziejach widziała. Tak było z bikini, z minispódniczką, czy z uwolnieniem kobiety z gorsetu, niewieściej wersji zbroi, jaką nosili średniowieczni rycerze. Wszystko zależało od tego, co i w jakich rozmiarach ów skrawek materiału przykrywał lub odkrywał i na jaką część ciała był nałożony. Tym razem poszło o twarz. Jej zachowanie to najważniejsza zasada kodeksu Bushido obowiązującego samurajów, to coś, za co dadzą się posiekać Hiszpanie i to ten element negocjacji, którego bardzo starannie należy przestrzegać w rozmowach z Chińczykami. Nikt na świecie nie chce stracić twarzy. Było zmieniające się oblicze Doriana Graya, był wzrok Bazyliszka i maska Zorro. Teraz poszło o coś innego. O burkę. W świecie muzułmańskim burka i nikab zakrywają twarz. Burkę nosi się w Pakistanie i w Afganistanie. Jest koloru błękitnego lub beżowego i sprawia wrażenie, że kobieta włożyła sobie na głowę coś w rodzaju namiotu z okienkiem zakrytym siatką przeciwko komarom. Nikab noszony jest przez niewiasty w Arabii Saudyjskiej i państwach rejonu Zatoki Perskiej. Wygląda jak odzienie nindżi, bo tylko cienka szparka na oczy pozwala kobiecie widzieć, dokąd zmierza i nie potknąć się na nierównościach chodnika. Wreszcie czador, to już całkowita golizna, bo wprawdzie zasłania całe ciało, ale buzia jest wystawiona na widok słońca. Takie odzienie noszone jest przez szyitki w Iranie. Burka i nikab związane są z najbardziej fundamentalistyczną formą wyznawania Islamu. Sunnici i szyici każą swoim kobietom owijać głowy, wahabbi - zakrywać twarz. We Francji burkę nosi około 2 tysięce kobiet, a według policji niewiele ponad pół tysiąca. Czy zatem taka garstka może zagrażać kulturze 60 milionowego narodu i fundamentom, na jakich zbudowana jest V Republika? Chyba musi, bo władze ostro wzięły się za burki, a Zgromadzenie Narodowe zabroniło ich noszenia w miejscach publicznych. I tu zza burki wyłazi kilka spraw, by nie rzec oblicz. Burka to sprawa psychologiczna, religijna, kulturowa, społeczna a także kwestia bezpieczeństwa. Zacznijmy od końca. Dziewczyna w banku powiada mi, że jest wychowana w państwie laickim, więc burka musi iść precz. I drugi argument. Oddział, w jakim pracowała, był częstym obiektem napadów, dlatego klienci muszą mieć "czytelne" dla kamer twarze, by można ich było łatwo zidentyfikować. Napastnicy zwykle występują w kominiarkach, aby utrudnić ich rozpoznanie. Burka świetnie do tego celu służy, czego dowodem były niedawne napady właśnie na banki zorganizowane przez napastników w burkach. Pod takim odzieniem może się ukryć każdy - mały, duży, stary, młody, kobieta czy mężczyzna. Biorąc pod uwagę wzrastające zagrożenie ze strony terrorystów, którzy też nie są głupimi ludźmi, tylko otumanionymi, głowy na karkach mają i potrafią się przebrać, to burka powinna być zakazana w miejscach publicznych. Tego wymaga bezpieczeństwo. Izraelski dziennikarz Henryk Szafir opowiadał mi taką historię. Jako major armii izraelskiej był dowódcą czołgu. Jego oddział wjeżdżał na terytorium Libanu, gdzie znajdowały się bazy Hezbollahu. Czołgi jechały w szpalerze kobiet i dzieci. Nagle stanęła przed nim niewiasta. Miała na sobie burkę. Widział jej oczy. To były najpiękniejsze oczy, jakie ujrzał w swoim życiu. I to było jedyne, co zapamiętał, gdy cztery miesiące później obudził się ze śpiączki. Bo kobieta wyciągnęła spod sukni rakietnicę przeciwpancerną i trafiła w jego czołg. Dziewczyna z banku pod Paryżem mówiła o laickim charakterze państwa francuskiego. Pięknie powiedziane, ale to jest sztuczne odcięcie się od chrześcijańskich korzeni tego kraju, w którym od ilości kościołów może się zakręcić w głowie, a który też ma największą na świecie liczbę nazw miejscowości ze "świętymi" w tytule. Idąc dalej tym tropem, można zadawać pytanie o to, czy mycka na głowie Żyda, kapelusz pastora czy kornet zakonnicy są także na indeksie laickiego państwa francuskiego? A jeśli tak, to co z tłumami mężczyzn przechadzających się po ulicach Paryża i przedmieść w strojach, jakie nakazuje im nosić religia muzułmańska? Rozumiem, że gdybym się wbił w góralską cuchę, portki i kapelusz z muszelkami wdział na głowę, a ciupagę złapał w dłoń, to byłbym obiektem folklorystyczno-egzotycznym, a nie "ostentacyjnym symbolem religijnym". Ale chałaty, w jakich chodzą do meczetu gorliwi wyznawcy Islamu, nie mają niczego wspólnego ze strojami ludowymi, a ich francuskie władze nie biorą pod lupę. Może się boją?

Tymczasem nowa twarz wychyla się spod burki. Psychologiczna. Z jednej strony jest pytanie o to, kto zamyka twarz kobiety pod tą zasłoną, a z drugiej - jaki to typ niewiasty, która się pod nią chowa. Większość kobiet chroniących swoje oblicze pod burką urodziła się we Francji. A więc z jednej strony kompletna klęska francuskiej metody integracji różnych narodowości, a z drugiej krzyk rozpaczy ze strony tych, które są Francuzkami, ale nie potrafią się we Francji odnaleźć, więc wracają do najbardziej skrajnych korzeni. A teraz, kto zakrywa kobiecie oblicze? Istnieją różne formy zazdrości. Jedni wynajmują prywatnych detektywów. Inni robią karczemne awantury. Są i tacy, którzy dmuchają na zimne i każą swojej kobiecie zakryć jej urodę przed światem, żeby nikogo nie kusiła. A zatem burka nie jest symbolem poglądów religijnych. To nie świadectwo wiary w Allaha. To obyczaj. To interpretacja Koranu, Pisma świętego muzułmanów. To element kultury. A skoro tak, to nie powinna stanowić zagrożenia dla Republiki Francuskiej. Tymczasem minister do spraw imigracji i integracji podejmuje decyzję o odrzuceniu prośby o przyznanie obywatelstwa mężczyźnie, który swoją francuską żonę zmusza do noszenia burki. Taki przepis ma wkrótce wejść do francuskiego prawodawstwa, z którego wciąż nie wykreślono ustawy z XIX wieku zakazującej niewiastom we Francji noszenia spodni poza jazdą konną i na rowerze. Minister odrzucił podanie petenta ubiegającego się o obywatelstwo, tłumacząc, że ten naruszył republikańskie wartości równości kobiety i mężczyzny. Jeśli się przyjrzeć bliżej równości Francuzki i Francuza w miejscu pracy, to słowa ministra zabrzmią dziwnie, a przynajmniej nieprawdziwie. Bo zasada jest, ale w przypadku pracy i pensji tylko na papierze. Kobieta ma według prawa otrzymywać za tę samą pracę takie samo wynagrodzenie jak mężczyzna, tymczasem jej wynagrodzenie jest przeciętnie o 25% mniejsze. I co na to wartości republikańskie? Prezydent Sarkozy powiedział w styczniu 2010 roku, że "burka jest niemile widziana we Francji, gdyż kłóci się z francuskimi ideałami godności kobiety". Odzywają się głosy, że porozumiewanie się z osobą w burce nie jest możliwe, bo takie nakrycie głowy nie pozwala na "odczytanie języka ciała", w którym twarz gra wielką rolę. Dalil Boubaker, rektor Meczetu w Paryżu, stwierdził, że władze francuskie zaspały sprawę, bo fundamentalizm już się przedostał do Francji i wybuchnie lada chwila i to nie pod burką. Mohammed Sayyed Tantali, wielki imam meczetu Al.-Azhar, powiedział, że nikab, tak jak i burka, nie mają nic wspólnego z religią. A zatem czy jest to tylko element cywilizacji? A jeśli tak, to czy jest ona tak agresywna i dominująca, że zagraża naszej, europejskiej? A może tylko francuskiej? W jednej ławce uniwersytetu amerykańskiego w Paryżu zasiadły Szwajcarka i Persjanka. Ta pierwsza zarzuca swojej koleżance, że w jej kraju kobiety są fatalnie traktowane, bo muszą zakrywać twarz. Dziewczyna z Iranu odpiera atak, powiadając: "Świetnie, że mam twarz pod czym skryć, by mi się na nią byle pętak nie gapił". I dalej atakuje: "A u ciebie w Szwajcarii to kobiety w paru kantonach głosować nie mogą. A my w Iranie możemy". Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Grunt, aby patrzeć na to z podniesioną przyłbicą, czyli z burką ściągniętą z twarzy. Tylko czy burka na pewno oznacza najazd integryzmu muzułmańskiego na Francję? Burka to nie jest łatwy temat. Do kościoła Lefebrystów kobiety nie wyruszą bez woalki na głowie. To samo jest w Portugalii. A ile pań nie wyjdzie na ulice Rzymu czy Madrytu bez kapelusza? Jest zatem burka z jednej strony zdecydowanym symbolem innej cywilizacji, agresywnie atakującej chrześcijańską, europejską tożsamość i pozycję kobiety w społeczeństwie, a z drugiej - cóż począć? Czy trzeba tak jak państwo francuskie uderzyć w bębny i ruszyć na krucjatę, czy też ukryć twarz… na przykład w dłoniach.

Marek Brzeziński

powrót STRONA GŁÓWNA