|
|
Marek Brzeziński
Burka: atomowe zagrożenia dla francuskiej kultury?
To,
że kawałek materiału może wywołać debatę w skali ogólnonarodowej, rozpalić
namiętności i wzbudzić gejzery polemik, to już ludzkość w swoich dziejach
widziała. Tak było z bikini, z minispódniczką, czy z uwolnieniem kobiety
z gorsetu, niewieściej wersji zbroi, jaką nosili średniowieczni rycerze.
Wszystko zależało od tego, co i w jakich rozmiarach ów skrawek materiału
przykrywał lub odkrywał i na jaką część ciała był nałożony. Tym razem
poszło o twarz. Jej zachowanie to najważniejsza zasada kodeksu Bushido
obowiązującego samurajów, to coś, za co dadzą się posiekać Hiszpanie i
to ten element negocjacji, którego bardzo starannie należy przestrzegać
w rozmowach z Chińczykami. Nikt na świecie nie chce stracić twarzy. Było
zmieniające się oblicze Doriana Graya, był wzrok Bazyliszka i maska Zorro.
Teraz poszło o coś innego. O burkę. W świecie muzułmańskim burka i nikab
zakrywają twarz. Burkę nosi się w Pakistanie i w Afganistanie. Jest koloru
błękitnego lub beżowego i sprawia wrażenie, że kobieta włożyła sobie na
głowę coś w rodzaju namiotu z okienkiem zakrytym siatką przeciwko komarom.
Nikab noszony jest przez niewiasty w Arabii Saudyjskiej i państwach rejonu
Zatoki Perskiej. Wygląda jak odzienie nindżi, bo tylko cienka szparka
na oczy pozwala kobiecie widzieć, dokąd zmierza i nie potknąć się na nierównościach
chodnika. Wreszcie czador, to już całkowita golizna, bo wprawdzie zasłania
całe ciało, ale buzia jest wystawiona na widok słońca. Takie odzienie
noszone jest przez szyitki w Iranie. Burka i nikab związane są z najbardziej
fundamentalistyczną formą wyznawania Islamu. Sunnici i szyici każą swoim
kobietom owijać głowy, wahabbi - zakrywać twarz. We Francji burkę nosi
około 2 tysięce kobiet, a według policji niewiele ponad pół tysiąca. Czy
zatem taka garstka może zagrażać kulturze 60 milionowego narodu i fundamentom,
na jakich zbudowana jest V Republika? Chyba musi, bo władze ostro wzięły
się za burki, a Zgromadzenie Narodowe zabroniło ich noszenia w miejscach
publicznych. I tu zza burki wyłazi kilka spraw, by nie rzec oblicz. Burka
to sprawa psychologiczna, religijna, kulturowa, społeczna a także kwestia
bezpieczeństwa. Zacznijmy od końca. Dziewczyna w banku powiada mi, że
jest wychowana w państwie laickim, więc burka musi iść precz. I drugi
argument. Oddział, w jakim pracowała, był częstym obiektem napadów, dlatego
klienci muszą mieć "czytelne" dla kamer twarze, by można ich
było łatwo zidentyfikować. Napastnicy zwykle występują w kominiarkach,
aby utrudnić ich rozpoznanie. Burka świetnie do tego celu służy, czego
dowodem były niedawne napady właśnie na banki zorganizowane przez napastników
w burkach. Pod takim odzieniem może się ukryć każdy - mały, duży, stary,
młody, kobieta czy mężczyzna. Biorąc pod uwagę wzrastające zagrożenie
ze strony terrorystów, którzy też nie są głupimi ludźmi, tylko otumanionymi,
głowy na karkach mają i potrafią się przebrać, to burka powinna być zakazana
w miejscach publicznych. Tego wymaga bezpieczeństwo. Izraelski dziennikarz
Henryk Szafir opowiadał mi taką historię. Jako major armii izraelskiej
był dowódcą czołgu. Jego oddział wjeżdżał na terytorium Libanu, gdzie
znajdowały się bazy Hezbollahu. Czołgi jechały w szpalerze kobiet i dzieci.
Nagle stanęła przed nim niewiasta. Miała na sobie burkę. Widział jej oczy.
To były najpiękniejsze oczy, jakie ujrzał w swoim życiu. I to było jedyne,
co zapamiętał, gdy cztery miesiące później obudził się ze śpiączki. Bo
kobieta wyciągnęła spod sukni rakietnicę przeciwpancerną i trafiła w jego
czołg. Dziewczyna z banku pod Paryżem mówiła o laickim charakterze państwa
francuskiego. Pięknie powiedziane, ale to jest sztuczne odcięcie się od
chrześcijańskich korzeni tego kraju, w którym od ilości kościołów może
się zakręcić w głowie, a który też ma największą na świecie liczbę nazw
miejscowości ze "świętymi" w tytule. Idąc dalej tym tropem,
można zadawać pytanie o to, czy mycka na głowie Żyda, kapelusz pastora
czy kornet zakonnicy są także na indeksie laickiego państwa francuskiego?
A jeśli tak, to co z tłumami mężczyzn przechadzających się po ulicach
Paryża i przedmieść w strojach, jakie nakazuje im nosić religia muzułmańska?
Rozumiem, że gdybym się wbił w góralską cuchę, portki i kapelusz z muszelkami
wdział na głowę, a ciupagę złapał w dłoń, to byłbym obiektem folklorystyczno-egzotycznym,
a nie "ostentacyjnym symbolem religijnym". Ale chałaty, w jakich
chodzą do meczetu gorliwi wyznawcy Islamu, nie mają niczego wspólnego
ze strojami ludowymi, a ich francuskie władze nie biorą pod lupę. Może
się boją?
Tymczasem nowa twarz wychyla się spod burki. Psychologiczna. Z jednej
strony jest pytanie o to, kto zamyka twarz kobiety pod tą zasłoną, a z
drugiej - jaki to typ niewiasty, która się pod nią chowa. Większość kobiet
chroniących swoje oblicze pod burką urodziła się we Francji. A więc z
jednej strony kompletna klęska francuskiej metody integracji różnych narodowości,
a z drugiej krzyk rozpaczy ze strony tych, które są Francuzkami, ale nie
potrafią się we Francji odnaleźć, więc wracają do najbardziej skrajnych
korzeni. A teraz, kto zakrywa kobiecie oblicze? Istnieją różne formy zazdrości.
Jedni wynajmują prywatnych detektywów. Inni robią karczemne awantury.
Są i tacy, którzy dmuchają na zimne i każą swojej kobiecie zakryć jej
urodę przed światem, żeby nikogo nie kusiła. A zatem burka nie jest symbolem
poglądów religijnych. To nie świadectwo wiary w Allaha. To obyczaj. To
interpretacja Koranu, Pisma świętego muzułmanów. To element kultury. A
skoro tak, to nie powinna stanowić zagrożenia dla Republiki Francuskiej.
Tymczasem minister do spraw imigracji i integracji podejmuje decyzję o
odrzuceniu prośby o przyznanie obywatelstwa mężczyźnie, który swoją francuską
żonę zmusza do noszenia burki. Taki przepis ma wkrótce wejść do francuskiego
prawodawstwa, z którego wciąż nie wykreślono ustawy z XIX wieku zakazującej
niewiastom we Francji noszenia spodni poza jazdą konną i na rowerze. Minister
odrzucił podanie petenta ubiegającego się o obywatelstwo, tłumacząc, że
ten naruszył republikańskie wartości równości kobiety i mężczyzny. Jeśli
się przyjrzeć bliżej równości Francuzki i Francuza w miejscu pracy, to
słowa ministra zabrzmią dziwnie, a przynajmniej nieprawdziwie. Bo zasada
jest, ale w przypadku pracy i pensji tylko na papierze. Kobieta ma według
prawa otrzymywać za tę samą pracę takie samo wynagrodzenie jak mężczyzna,
tymczasem jej wynagrodzenie jest przeciętnie o 25% mniejsze. I co na to
wartości republikańskie? Prezydent Sarkozy powiedział w styczniu 2010
roku, że "burka jest niemile widziana we Francji, gdyż kłóci się
z francuskimi ideałami godności kobiety". Odzywają się głosy, że
porozumiewanie się z osobą w burce nie jest możliwe, bo takie nakrycie
głowy nie pozwala na "odczytanie języka ciała", w którym twarz
gra wielką rolę. Dalil Boubaker, rektor Meczetu w Paryżu, stwierdził,
że władze francuskie zaspały sprawę, bo fundamentalizm już się przedostał
do Francji i wybuchnie lada chwila i to nie pod burką. Mohammed Sayyed
Tantali, wielki imam meczetu Al.-Azhar, powiedział, że nikab, tak jak
i burka, nie mają nic wspólnego z religią. A zatem czy jest to tylko element
cywilizacji? A jeśli tak, to czy jest ona tak agresywna i dominująca,
że zagraża naszej, europejskiej? A może tylko francuskiej? W jednej ławce
uniwersytetu amerykańskiego w Paryżu zasiadły Szwajcarka i Persjanka.
Ta pierwsza zarzuca swojej koleżance, że w jej kraju kobiety są fatalnie
traktowane, bo muszą zakrywać twarz. Dziewczyna z Iranu odpiera atak,
powiadając: "Świetnie, że mam twarz pod czym skryć, by mi się na
nią byle pętak nie gapił". I dalej atakuje: "A u ciebie w Szwajcarii
to kobiety w paru kantonach głosować nie mogą. A my w Iranie możemy".
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Grunt, aby patrzeć na to z
podniesioną przyłbicą, czyli z burką ściągniętą z twarzy. Tylko czy burka
na pewno oznacza najazd integryzmu muzułmańskiego na Francję? Burka to
nie jest łatwy temat. Do kościoła Lefebrystów kobiety nie wyruszą bez
woalki na głowie. To samo jest w Portugalii. A ile pań nie wyjdzie na
ulice Rzymu czy Madrytu bez kapelusza? Jest zatem burka z jednej strony
zdecydowanym symbolem innej cywilizacji, agresywnie atakującej chrześcijańską,
europejską tożsamość i pozycję kobiety w społeczeństwie, a z drugiej -
cóż począć? Czy trzeba tak jak państwo francuskie uderzyć w bębny i ruszyć
na krucjatę, czy też ukryć twarz… na przykład w dłoniach.
Marek Brzeziński
 |
STRONA
GŁÓWNA |
|